„Chłopiec pochłania wszechświat”, Trent Dalton


     „ – Jesteś dobrym człowiekiem, Slim?

– Dlaczego o to pytasz? – Nie kryje zdziwienia.

Łzy spływają mi z oczu i toczą się po skroniach.

– Jesteś dobrym człowiekiem?

– Tak – odpowiada Slim.

Odwracam głowę w jego stronę. Patrzy przez okno, za którym widać błękitne niebo i chmurę.

– Jestem dobrym człowiekiem – mówi. 

– Ale złym też. Jak wszyscy ludzie, mały. Każdy ma w sobie coś dobrego i coś złego. Najtrudniej jest nauczyć się, jak być dobrym przez cały czas, i nie być złym ani przez chwilę. Niektórym się udaje. Większości nie.”

     Już po kilku stronach wiedziałam, że ta książka, jest …dla mnie…

Bohaterem powieści jest Eli Bell. W momencie rozpoczęcia fabuły to dwunastoletni chłopiec, który, jak twierdzi Slim „ma umysł dorosłego w ciele dziecka” i „umie słuchać trudnych opowieści”. „Wiek jego ciała nic nie znaczy w porównaniu z wiekiem jego duszy”.

Historia, zaczęła się interesująco, a dalej było już tylko lepiej….

Eli ma brata. Rok starszego Augusta, który nie mówi. I nie dlatego, że nie potrafi, tylko dlatego, że nie chce. Przestał mówić w wieku około 6 lat, gdy ich ojciec – i tutaj nie chcę zdradzać…. ale … powiedzmy, że był uwikłany z chłopcami w zajście, które zaważyło, na tym, że ich matka, Frances Bell, odeszła od niego. Robert, ich ojciec, jest niezwykle interesującą postacią. „On tylko czyta”. Miewa napady paniki, pali, pije, ale w takim ogólnym ujęciu – jest raczej pozytywny. Jego pokój zawalony jej książkami zakupionymi w charity shops. Tworzy to taki zdumiewający obraz oczytanego człowieka, prowadzącego wybitnie niehigieniczny tryb życia. (Interesujące)

August, inaczej w książce nazywany Gus, opisuje rzeczy palcem w powietrzu. „Jakby nieustannie zanurzał palec w szklanym kałamarzu pełnym niewidzialnego atramentu”. Historie zapisane w powietrzu rozmywają się bezpowrotnie. August to chłopiec, który „pisze palcem w powietrzu”.

Opiekę nad chłopcami sprawują: ich matka oraz jej partner Lyle. „Dla mamy to była trudna miłość. Pełna bólu, krwi, wrzasków, walenia pięściami w ściany, ponieważ najgorsze, co Lyle jej zrobił, to wciągnięcie jej w prochy. Z kolei najlepsze, co dla niej zrobił, to wyciągnięcie jej z prochów. Lyle jednak wie, że ja wiem, że to drugie nigdy nie wynagrodzi tego pierwszego”. 

Eli przeczuwa, iż jej matka i Lyle są dilerami narkotykowymi, a kiedy znalazł heroinę ukrytą w kosiarce stojącej w szopie za ich domem, zyskuje potwierdzenie swych przeczuć. Niebezpieczny handel i praca dla dealera Tytusa Broz’a wciąga całą rodzinę w brudne interesy i „igranie z ogniem”.

Jest jeszcze Slim. Houdini z Boggo Road.

To zbiegły więzień, który czuwa nad chłopcami niczym Anioł Stróż. Jeste mentorem Elliego. Uczy go nie tylko jak prowadzi nie samochód, ale głównie jak w świecie przemocy zachować człowieczeństwo i żyć w zgodzie z swoim sumieniem. Slim skazany na dożywocie za pobicie taksówkarza ze skutkiem śmiertelnym ,odsiaduje wyrok w więzieniu, z którego stale próbuje uciec (aż w końcu mu się udaje). Relacja Ellego i Slima jest bardzo zażyła. Eli wyznaje: „Kocham go z całego serca, ponieważ Slim z całego serca kocha Augusta i mnie. W młodości był twardy i zimny. Z wiekiem zmiękł. Troszczy się o Augusta i o mnie, martwi się o nas i nasze dorastanie. Kocham go bardzo za to, jak usiłuje nas przekonać, że kiedy mama i Lyle są tak długo poza domem, to siedzą w kinie, a nie handlują heroiną”. 

Akcja książki toczy się na przedmieściach Brisbane, w Australii, w latach 80-tych. Dzielnica, w której mieszkają Bellowie, nie należy do spokojnego miejsca. Wielokulturowa społeczność rządzi się „prawem pięści”. To jest miejsce i warunki, aby przejść przyspieszony kurs dojrzewania, ucząc się naprędce życia, podejmowania wyborów, ale i ryzyka.

Książka, jest z jednej strony brutalna, pełna inwektyw, sensacyjna i z wątkiem gangsterskim, a z drugiej, te wyjątkowe postaci i jakieś takie rekwizyty np. czerwony telefon, wprowadzają tak arcyciekawe elementy! Jakby z innego wymiaru, z innej rzeczywistości. Ja byłam zachwycona takim zestawieniem. I zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale „ta książka czyta się sama”.  Jest tutaj wszystko co lubię – zagadka, szczypta realizmu magicznego i twarde, bolesne lądowanie….

Kluczem do rozwiązania zagadki powieści, są słowa Augusta: „Martwa chwostka szafirowa zapowiada Twój koniec. Martwa. Chwostka. Szafirowa, Zapowiada. Twój. Koniec”.

Czytajcie, czytajcie tą zniewalającą lekturę. Warto.

 


Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.