„Alchemia czarnych lodowców”, Wawrzyniec Jan Dąbrowski


             „Widzę olbrzymie lodowce, potężne masy płynącego wolno lodu, kończące swą wędrówkę w morzu. Oglądam je z góry, zataczam nad nimi kręgi, zmieniam wysokość. To, co odróżnia je od podręcznikowych obrazków czy kadrów z filmów przyrodniczych, to kolor. Lodowce są czarne. Czarne nie jak zastygła na papierze farba drukarska, nie jak zwęglona główka zapałki, a bardziej jak smoła czy oszlifowany bazalt. Ta głęboka czerń jest skondensowaną energią, nicością kipiącego potencjału… źrenicą. Lśniącą i pochłaniającą wzrok jednocześnie.
Hen, daleko od morza, barwa łagodnym gradientem zmienia się, by ostatecznie, już niemal poza zasięgiem mojego wzroku, osiągnąć naturalny białoniebieski odcień. Wygląda to zupełnie tak, jakby twór pode mną był odciętą od dopływu świeżej krwi częścią monstrualnego ciała.
Zataczam kolejny krąg i zniżam lot. Teraz słyszę także potężne stęknięcia i pomruki. Dostrzegam, że lodowiec się cieli. Bryły czarnego lodu osuwają się w morską toń i momentalnie się w niej topią. Uwolniona w ten sposób energia daje początek porywistemu wiatrowi, który przybiera postać wyraźnie zarysowanych smug. Wnikają one w otwarte morze, stopniowo wytracają kolor, aż w końcu stają się całkiem przeźroczyste, moc samego wiatru mogę zaś ocenić już tylko na podstawie utworzonych przez niego potężnych fal.”
 
Wystarczyło, że zobaczyłam okładkę i … przepadłam! Przepiękna! Ta grafika pojawia się nie tylko na okładce, ale i pod sam koniec czytania, w rozdziale Sen:haczyk. Chciałabym znać zakamarki wyobraźni ilustratorki! Naprawdę jestem zachwycona pracami autorstwa Ekateriny Shramko. Niebywale malarskie! Wykonywane piórkiem i tuszem, monochromatyczne, lawowane. Są graficznym odzwierciedleniem tekstu. Do mnie niesłychanie przemówiły akwarele z rozdziału Kruki, Płaszczka oraz Włodek i Tymczas. Wyjątkowe, moje ulubione( koniecznie zwróćcie na nie uwagę) 
 
Ta przypadkowo wyszukana przeze mnie pozycja, ukazała się nakładem wydawnictwa Paśny Buriat. (Nie znałam wcześniej. A Wy?) Miałam spory problem, aby ją zakupić… Nie mogłam jej namierzyć na stronach ulubionych wydawnictw. Ostatecznie nabyłam egzemplarz i to na dodatek z autografem, i dedykacją przyjemnej lektury w kawiarnio-księgarni „Kornel i przyjaciele” w samym sercu Cieszyna. 
Na październik mam już wpisane w kalendarzu uczestnictwo w wieczorku autorskim (właśnie u Kornela) promującym książkę. Będzie przede wszystkim miła atmosfera, dobra kawa oraz rozmowa o literaturze – z autorem oczywiście!
 
To jest przede wszystkim powieść drogi.
Podróż dwóch przyjaciół: Harry’ego i Heńka koncertujących po najbardziej niszowych knajpach, w plenerze i na house gigach. Przemierzających kilometry, aby poczuć ulotność każdego życiowego przystanku, nasycić się wolnością. Poczuć ulgę. Prawdziwie wyzwolić. Aby w głuszy, z dala od miasta zrealizować muzyczne projekty. W końcu – zagubić w tej niemożności radzenia sobie z własnym niepokojem, gniewem.
 
Przyjęłam tę książkę z całym ładunkiem muzyczno-koncertowym, podróżniczym, przyrodniczym i symboliczno-refleksyjnym. W każdym możliwym wymiarze.
 
Przeczytałam jednym tchem. Bardzo gorąco polecam.
 

Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.