Przy tego typu książkach, których fabuły umieszczane są w czasie II wojny światowej, poruszających kwestie antysemityzmu, eksterminacji żydowskiej i całej innej skali okrucieństwa rzeczywistości międzywojnia, trzeba być bardzo delikatnym. Zarówno w ocenie (odbiorca), jak i w samym procesie twórczego dotykania tych tematów (pisarz).
Zacznę może z troszkę odwrotnej strony, bo od wspomnienia innej lektury, niż ta, jaka ma być tutaj przeze mnie omówiona.
Pozycją, o jakiej myślę i jakiej w moim odczuciu absolutnie nic, ale to NIC, nie jest w stanie dotrzymać poziomu to „Góra Tajget” autorstwa Anny Dziewit-Meller…. Takie książki chcę czytać. Po lekturze tej powieści byłam jak „drzewo wyrwane z korzeniami”. Dosłownie pochłonęłam ją w całości z całym dobrodziejstewem każdej historii, wszystkich zdarzeń, emocji, wzruszeń, okrucieństwa, każdego detalu z życia bohaterów. Jeszcze długo po wspólnym (niesymultanicznym) przeczytaniu tej powieści zdarzało mi się omawiać z mężem jej szczegóły, starając się w pełni zrozumieć ten plot twist. Nadążyć za autorką w ilustrowaniu tematu, bądź też po prostu wymieniając spostrzeżenia.
A w „Chłopcu w pasiastej piżamie” nie ma czego wspominać, a wręcz chciałam zapomnieć…..
Zaledwie ocieramy się o problem. Delikatnie muskamy wagę tematu. Żaden zabieg stylistyczny nie zapewnia nam „jazdy emocjonalnej” a proste, czasami wręcz infantylne ujęcie tematu wzbudza o różnym nasileniu irytację.
I odebrałabym tę książkę zupełnie inaczej, gdyby w sposób jednoznaczny była ona dedykowana młodym odbiorcom. W przedziale wiekowym o górnej granicy może do lat 12-stu i czytałabym ją, na przykład z moim młodszym synem. Dla dorosłego czytelnika i emocjonalnie dojrzałego człowieka ujęcie tematu wypada trochę słabo….. Moje serce od samego początku do ostatniej strony pozostało niewzruszone.
Przejdę może do sedna fabuły.
Akcja książki, jak już wspominałam, rozgrywa się w okresie II wojny światowej i skupia się na losach ośmioletniego chłopca o imieniu Bruno. Nasz bohater mieszka wraz ze swoją rodziną i służbą w Berlinie. W wyniku awansu, jakiego dostąpił ojciec dwójki rodzeństwa, muszą oni opuścić swoje wygodne mieszkanie w mieście i przeprowadzić się do odizolowanego od reszty świata miejsca (Po-Świecie). Zamieszkują tam w tajemniczym domu, z dala od tak dobrze dotychczas znanego krajobrazu miasta.
Bruno to ciekawski i pełen energii chłopiec, nie rozumie, dlaczego musiał opuścić swoich przyjaciół i wygodne życie w Berlinie. Eksplorując najbliższe otoczenie odkrywa, że znajduje się w pobliżu obozu koncentracyjnego, choć tak naprawdę nie rozumie, co to takiego. Pewnego dnia, wyjeżdżając na rowerze, natyka się na ogrodzenie oddzielające go od obozu. Tam spotyka innego chłopca w jego wieku, o imieniu Shmuel, który nosi pasiastą piżamę.
Bruno i Shmuel stają się przyjaciółmi, choć ich znajomość jest zakazana przez dorosłych. Chłopiec nie rozumie całej prawdy o obozie i okrucieństwach wojny, ale jego relacja z Shmuelem pomaga mu zdobyć wgląd w ludzką stronę tej tragedii. Wspólnie spędzają czas, rozmawiając i próbując zrozumieć świat dorosłych, który otacza ich obydwoje.
Powieść podobno została okrzyknięta bestsellerem, międzynarodowym, sprzedanym w milionowym nakładzie, tylko ja się pytam: dlaczego? Przez kogo? Nic tam nie szalało, ani zło, ani wojna. Może dopiero rozszaleje się w kontunuacji tej pozycji „Córce komendanta”, tylko ja tego nie doczekam…. bo to była moja pierwsza i ostatnia przygoda z tym autorem. Robię teraz smutną minkę, bo ja też bardzo tego żałuję …. Może w niedalekiej przyszłości skuszę się w jakieś niedzielne popołudnie, aby zapoznać się z ekranizacją tej powieści, ale chyba też nieprędko…
Tak reaguje emocjonalny Wodnik – jakże łatwo go zranić…. i zniechęcić też.