
„Zwyczajnie ta myśl nie mieści ci się w głowie. (…) jak to możliwe, żeby go nie było? Tej osoby, która tyle miejsca zajmuje na świecie, gdzie ona polazła? Mózg nie może zrozumieć, że zniknęła na zawsze. I co to u diabła jest zawsze? To nieludzka idea. Chcę powiedzieć, że jest poza naszymi możliwościami pojmowania. Ale jak to nigdy więcej go nie zobaczę? Ani dziś, ani jutro, ani pojutrze, ani za rok? To rzeczywistość niepojęta, którą umysł odrzuca: nie zobaczyć go nigdy więcej to jest żart, żałosna myśl”.
To moje pierwsze literackie zetknięcie z Panią autorką. Udane. Tak mocno cieszy mnie ta myśl, że udane!
I choć w ostatnim czasie, w sposób stały (ale niezamierzony) napotykam pozycje o tematyce funeralnej (#ZbiegOkoliczności?), to nie czuję się nimi zmęczona, a bynajmniej nie było tak podczas czytania tej opowieści. Tutaj miałam niebywałą przyjemność zapoznania się z sylwetką dwukrotnie nagrodzonej polskiej noblistki Marii Skłodowskiej-Curie. Ale poznałam nie tylko noblistkę, naukowczynię, ale głównie z kobietę, „z krwii i kości”, u której „pod spodem ryczała pasja, jak jeleń na rykowisku”. O tę historię Marii czuję się bogatsza, bo jak na ironię, była mi obca. Jestem temu trochę winna, bo takową być nie powinna. Bo ja także, jak i Rosa Montero, deklaruję się wierną miłośniczką biografii, ponieważ „są one mapami morskimi istnienia, które ostrzegają przed czekającymi na nas skałami i płyciznami”.
Książka Rosy Montero nie jest jednak klasyczną biografią. Powiedziałabym, że bardziej swobodnym i w moim uczuciu niesłychanie szczerym esejem, dyskursem, rozważaniem na tematy skupiające się na utracie, bólu po śmierci ukochanej osoby. Autorka opłakuje bowiem odejście swojego wieloletniego partnera Pablo. Maria w tym czasie na kartach książki równolegle kontempluje i stara się zrozumieć pustkę, jaka zapanowała w jej życiu po śmierci Pierra, swojego męża. „Mój Piotrze, życie jest okropne bez ciebie, to nienazwana rozpacz, bezdenne porzucenie, bezgraniczna samotność. Odkąd ciebie nie mam, to juz osiemnaście dni, nie przestałam myśleć o Tobie ani przez chwilkę, chyba że we śnie. Przez ani jedną chwilę na jawie nie opuściłeś moich myśli i coraz więcej mnie kosztuje myślenie o czym innym i w konsekwencji praca”.
Te dwie kobiety łączy ból. Jest wspólnym mianownikiem obu tych historii. Dzieli je natomiast wszystko inne… Portret Marii nakreślony w książce jest jednak zdecydowanie bogatszy, głównie o wątki poruszające problem emancypacji, statusu kobiety w społeczeństwie, walki o równe traktowanie, bądź walkę z uprzedzeniami. Ciekawie to zostało rozpatrzone przez autorkę, niebanalnie skomentowane przez różne odniesienia, do literatury, schematów i stereotypów. I sposób w jaki zostało to uchwycone dowodzi znajmości kobiecej natury, licznych psychologicznych aspektów miłości i bacznej obserwacji. Życia w największej mierze. Mogłabym mnożyć „słuszne” cytaty, pod jakimi się podpisuję („nic nie ożywi miłości lepiej niż poczucie, że ukochany nam się wymyka” , „Czasem związki, które cementuje krzywda, są trwalsze niż te opierające się na miłości”, „Prawdziwy ból jest niewypowiedziany”).
Podobały mi się szczere i kolkowialne frazy, których użycie nie raziło np. : „jak się o tym dowiedziała? Czy Langevin puścił farbę?” . Nie wiem na ile to inwencja twórcza, a może tylko poprawne tłumaczenie z języka hiszpańskiego, ale ten bezpośredni ton mocno mnie ujął. I jeszcze takie dość interesujące są wplecione w tekst oznaczenia #Słowa, #Słabość, #CzcijOjca, #CzcijMatkę, #SłabośćMężczyzn, #ZbiegOkoliczności, #RobićToCoNależy.
Pozycja warta przeczytana. Naprawdę. Idealna jeśli chcemy doświadczyć autentyczności i intensywności uczuć, swoich, cudzych także. Dowiedzieć się czegoś. O kobietach. O nas samych.
Ja już tak mam, że przy tych pozycjach o wątkach biograficznych zazwyczaj odczuwam lekki niedosyt, więc najprawdopodobniej zaraz sięgnę po ciąg dalszy dziejów Marii, albo niewykluczone, że po inną książkę Rosy Montero. Tak, aby choć na chwilkę jeszcze pobyć z tymi paniami. Aby nie poczuć się tak szybko opuszczoną.
Lubię angielski tytuł: The Ridiculous Idea of Never Seeing You Again.
A tak w ogóle, to pozwoliłam sobie, aby uniknąć dodania okładki polskiego wydania tej pozycji ( którą skadinąd uważam za wybitnie nieromantyczną…) Jakże ta z oryginalnego, hiszpańskiego wydania jest inna, po prostu bardziej interesująca! I mimo, iż książka traktuje w głównej mierze o śmierci i o przeżywaniu żałoby, to okładka zdaje się temu przeczyć, bo ja widzę tam życie.