„Niepokój przychodzi o zmierzchu”, Marieke Lucas Rijneveld


     „Mojego serca nikt nie zna. Jest głęboko ukryte pod kurtką, skórą, żebrami. W brzuchu matki moje serce przez dziewięć miesięcy było ważne, ale gdy tylko znalazło się poza nim, nikt nie martwi się o to, czy bije wystarczająco dużo razy na godzinę, a jeśli na moment stanie albo zacznie bić za szybko, nikt się nie przerazi, że to z powodu strachu czy niepokoju.”
 
Ostatnio spotkałam się z opinią, iż więcej pamięta się z książki czytanej w wersji papierowej niż Ebook’a. Po dłuższym zastanawieniu się nad tym stwierdzeniem, muszę przyznać, że chyba ma to jakiś sens, ponieważ ja mam trochę podobnie. Ale bardziej jeśli chodzi o Audiobooki niż Ebook’i. 
Zadałam sobie bowiem trud dwukrotnego odsłuchania audiobooka i jednokrokretnego przestudiowania powieści w wersji papierowej, tylko po to, aby być całkowiecie pewną, że niczego z tej powieści nie pominęłam. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie dokonałam w całej swojej czytelniczej karierze. Owszem, są książki które znam niemalże na pamięć, ale chyba nigdy nie studiowałam ich tak skrupulatnie! Zdanie po zdaniu!
To jest jedna z tych historii, która zbudowana jest ze szczegółów.
Dosłownie niesamowitej ilości detali, a one wszystkie tak budują napięcie, że u kresu książki – ciężko to wytrzymać.
Dosłownie nie czułam chwili wytchnienia od tej przytłaczającej opowieści. Każde kolejne zdanie wzmagało atmosferę grozy i właśnie tego tutułowego niepokoju. 
Było to mocne. Niesamowicie mocne.
 
Podczas czytania moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Miałam przed sobą obrazy, niezwykle malarskie.  
Przerażający obraz życia na holenderskiej wsi.
Społeczności o bardzo silnych tradycjach religijnych (wersety z Biblii cytowane są na pamięć przez 10 letnie dzieci).
Codzienności wypełnionej monotonną pracą fizyczną przy zwierzętach lub na roli. Angażującą, nie tylko dorosłych, ale jakże niesprawiedliwie wymagającą poświęceń w dość istotnej mierze od ich dzieci. Praca ta, niezwykle wyczerpująca i zmuszająca do konfrontacji z problemami, jakie nie powinny być elementem życia dzieci, a wyłacznie ich rodziców, jest jedną z przyczyn ukształtowania się zaburzonego wizerunku życia w jakiejś takiej ogólnej harmonii. Efektem tego, są wypaczone zachowania np. nękanie zwierząt, uśmiercanie ich. 
Rodzeństwo (Hanna, Otte i bezimienna dziewczynka w czerwonej kurtce) po nagłej, tragicznej śmierci ich starszego barta Matthiesa – pozostawione jest samo sobie. Bez poczucia wsparcia, opieki, troski, współuczestnictwa rodziców w przeżywaniu żałoby. Bezustanna presja wymusza na dzieciach milczenie o tragicznych wydarzeniach, na tyle absolutne, że nie wolno nawet wspominać o zmarłym bracie, wymawiać jego imienia, siadać na „jego” krześle w kuchni. Nieposłuszeństwo w tej kwestii jest karane dotkliwie. Obserwujemy takie totalne odcięcie się od siebie – pogrążonych w bólu rodziców (surowego ojca i matki zmagającej się z zaburzeniami odzywiania) od – dzieci.  Prowadzi to szeregu patologicznych sytuacji (odnoszących się także do nieposzanowania własnej sfery intymnej) i wytworzenia w konsekwencji obrazu rodziny dysfunkcyjnej. 
O dziewczynce w czerwonej kurtce (której, notabene,rozpaczliwie boi się zdjąć) wiemy niemalże wszystko, a pomimo to, aż do ostatniej strony nie poznajemy jej imienia. Ona jest narrtorką tej powieści, ona wprowadza nas w jej świat.  Widzimy wszystko jej oczami. Z jej perspektywy. Myślimy jak ona. Wiemy co myśli i jak wyobraża sobie rzeczy.
 
Emocjonalna separacja umożliwia, choć w pewnym stopniu, zaspokoić potrzebę bliskości np. pomiędzy siostrami. Niepokojące jest tylko to, że momenty te dość szybko znajdują swoją przeciwwagę w sytuacjach patologicznych, aktach wymierzonych przeciwko swojemu ciału (zepchnięcie Hanny z mostu, walenie Otte głową o ścianę, samobójcze fantazje).  
 
Ta książka, w ogólnej mojej ocenie, jest historią o traumie dzieciństwa, poczuciu wybcowania i dojrzewaniu bez miłości rodziców „Może zabrzmi to dziwnie, ale często brakuje mi ojca i matki, choć widuję ich codziennie. A może to tak jak z rzeczami, których chcemy sie nauczyć, bo ich jeszcze nie potrafimy: brakuje nam wszystkiego, czego nie mamy, ojciec i matka są, ale jakby ich nie było.”
 
Na koniec dodam tylko, że zakończenie mnie dobiło…
 
Książka zdobyła Międzynarodową Nagrodę Bookera w 2020 r. 
 
Jak dla mnie rewelacja. Aczkolwiek do długiego podreperowania stanu umysłu. 

Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.