
„Czemu się wymykasz? Czemu mnie porzuciłeś?”
„Wystygłem, przykro mi. Myślałem, że wystarczy lubić kogoś, kto cię szaleńczo kocha. Cóż, nie wystarczyło”.
„Czego jeszcze ode mnie chcesz? Co zrobiłam źle?”
„Niczego nie robisz źle. Niczego od ciebie nie chcę. Jesteś podręcznikowo idealna. Na własną zgubę. Masz serce na dłoni. Wiem, że marzyła ci się wspólna spokojna starość ze mną i piątką wnucząt na kolanach. A ja mam teraz tak, że wolę myśleć o niespokojnej młodości. Mówiłaś o naszej przyszłości, jakbyś wybierała model domku jednorodzinnego z katalogu”.
„Niczego ci przy mnie nie zabraknie. Niczym się nie będziesz musiał martwić. Nigdy się nie upiję, nigdy nie podniosę na ciebie głosu, nigdy cię nie zdradzę. Niczego nie ryzykujesz, godząc się na życie ze mną”.
„A zatem nie grozi mi nic więcej poza celą życia z widokiem na bezgranicznie rozległy spacerniak”.
„Będę ci podawała kolacyjki, a ty będziesz tylko kiwał palcem, jeżeli zajdzie taka potrzeba, żeby wskazać kanapki, które ci posmarowałam za cienko. Jedną ręką będziesz skakał po kanałach, a drugą smerał mnie po włosach. Będę twoją Smeraldą. Nauczę się dla ciebie oglądać mecze i seriale”.
„Kiedy pierwszy raz poszliśmy ze sobą do łóżka, które nazwałaś pierwszym przejściem na tylko-ty, poczułem, że przy tobie zabraknie mi wszystkiego poza niestabilnością, że wsiadam do rozpędzonej kolejki, w której zepsuły się hamulce. Rozum podpowiadał mi, że to śmiertelnie niebezpieczna zabawa, ale serce ważyło więcej niż rozum”.
„Czarna” to psychologiczna opowieść o namiętności, która zabija, poczuciu winy i ogromnej samotności. Emocjonalna przepychanka podczas czytania której, serce nie bije w stałym tempie tylko dostaje arytmii a „ w środku duszy orkiestra gra … marsza żałobnego”. Ten dramat dzieje się przez CZTERY WIOSNY, CZTERY LATA, CZTERY ZIMY. To wystarczająco długo, aby doprowadzić bohaterkę „Czarnej” na skraj rozpaczy, depresji oraz maniakalnej obsesji. Cztery lata wypełnione pożądaniem graniczącym z szaleństwem, pragnieniem nieukojonym, szczęściem niespełnionym, krzywdą, której nikt zapomnieć nie będzie potrafił.
Czarna Białostocka. Czarna Wieś. Miasto w Polsce położone w województwie podlaskim. Otoczone lasami Puszczy Knyszyńskiej.
W Czarnej brakuje towarzysza życia dla wykształconej, inteligentnej nauczycielki, która wkrótce może zostać nawet i wicedyrektorką. „Czarna to polana ludzi ciemnych w ciemnej puszczy. Skąd tu się mają brać mężczyźni na poziomie, jak to wszystko potomstwo bimbrowników leśnych albo drwali?” W Czarnej „marzy się, o tym czego się nie ma”. A dla Maryśki tym marzeniem jest Jeremi. Lokalny przedsiębiorca, mężczyzna z wyższych sfer. Głowa rodziny, a nade wszystko – mąż. Tylko, że należący do innej kobiety, która w oczach swojego męża stała się już nieatrakcyjna: „stała się rzoną, przybrała na wadze i straciła na ważności. Na myśl o nagiej Beacie Jeremi czuł zawsze wyraźnie rój motyli w brzuchu, ale teraz wszystkim motylom skrzydła opadły, stały się na powrót tłustymi gąsienicami. Teraz na myśl o nagiej rzonie Jeremi się wzdryga (…) Rzona ma już zwiotczałą, miękką skórę. Nierówności prześcieradeł odbijają się na niej i potem bardzo wolno znikają”.
Nawiązana nić porozumienia pomiędzy nauczycielką oraz Jeremim przewodniczącym Rady Rodziców, prowadzi do gwałtownego uczucia. Jedno spotkanie prowadzi do kolejnych, a sile tego pożądania żadne z dwojga nie jest w stanie się oprzeć. Jeremi czuje, że „ciało Maryśki jest jędrne. Kiedy Jeremi dotyka jej skóry, wyczuwa zdrową, solidną strukturę, gładką powierzchnię. Maryśka jest jak młody buk, Jeremi czuje w jej pniu życie”. Romans dla tych dwojga, przeradza się w sens ich istnienia. Jeremi to „być, albo nie być” dla Marysi. Epicentrum wszechświata. I mimo, zdziczałego opętania jakiego na myśl o Marysi również doświadcza Jeremi, wzajemna relacja, nagle nazbyt zrozumiała dla osób z najbliższego otoczenia i ich rodzin, wypełnia się konfliktami. Gęsta, duszna atmosfera wydarzeń następujących po ujawnieniu zażyłości, pogarsza próby oczyszczenia relacji od nagromadzonych pretensji, niewypowiedzianych pragnień.
Z czasem „kochanie Maryśki jest coraz trudniejsze, (…) staje się sportem ekstremalnym, wydaje się ze wszech miar szkodliwe, niebezpieczne i wyczerpujące”. A do Maryśki nie dochodzi myśl, że „obiecywanie sobie z facetem permanentnie nielojalnym czegokolwiek trwałego byłoby niebezpieczną naiwnością”. Czas płynie dopóki Jeremi tak, jak w przypadku rzony, jak i Marysi „nie może się nadziwić, że dla takiej miernoty naraża swoje dobre imię, że dla kilkunastu wytrysków miesięcznie uwikłał się w aferę z istotą ze wszech miar nieświeżą (…) Chciałby, aby ta kobieta zniknęła z powierzchni ziemi, bo póki po niej stąpa, jemu grunt będzie się spod nóg usuwał”. Następuje zerwanie, które prowadzi do straszliwej zbrodni. Marysia wykończona bólem rozstania i brakiem jakiejkolwiek szansy na pojednanie rozpada się w punkcie, w którym nie ma już dla niej ratunku. Wszystkie próby wskrzeszenia zerwanej relacji zawiodły. „ A najgorsze jest to żebranie o miłość, której nie ma, ta rozpacz żebracza, to wydzwanianie pod jego numer, wysyłanie esemesów z nadzieją, że cokolwiek odpisze, że nawet w wulgarnej reprymendzie uda się znaleźć jakiś ślad czułości choćby w przecinku, ślad, który mógłby dać nadzieję, że jeszcze nie wszystko wygasło, że wystarczy poczekać”. Niestety u kresu tej podróży nie istnieje już żadne narzędzie, którego użycie mogłoby uczynić Jeremiego skłonnym do niej wrócić. Poczucie przegranej, utraty, jest doznaniem, które przesądza o zakończeniu tej historii.
Po przeczytaniu tej niesamowicie przygnębiającej opowieści moje serce zostało w strzępach. Uczucie to, było na pewno spotęgowane świadomością, iż historia Marysi i Jeremiego jest oparta NA F/AKTACH.
Książka pozostawia po sobie ciężar. Nie ma tu prostych rozwiązań, łatwych emocji czy oczywistych przesłań. Fascynacja i obsesja prowadzi do wykreowania postaci pełnych sprzeczności. Motywy ich działania pozostają w cieniu. Nikt nikogo nie ocenia z moralnego punktu widzenia.