„Tłusty róż”, Fernanda Trias


„– Obcięłaś włosy – zauważyła matka. – Bardziej się kręcą.

– To zasługa wilgoci.

– Z długimi było ci lepiej. Teraz wyglądasz na przygaszoną. Długie włosy dodają życia.

– Mnie się podoba.

– Ja tylko spełniam swój obowiązek, żeby ci powiedzieć – oznajmiła i wzruszyła ramionami. – Jeśli własna matka ci pewnych rzeczy nie powie…

– Jesteś szczera, to ci przyznam.

– Gorzej być cyniczką, dziecko. W tych czasach trzeba doceniać otwartość. Poza tym mówię wyłącznie o włosach. Włosy odrastają, prawda?

Spojrzała gdzieś w bok, dalej, ku ogrodowi przy sąsiednim domu, który stał z zamkniętymi okiennicami i czarnymi dziurami w miejscu brakujących dachówek. Jeszcze dalej majaczyły rozmazane mgłą kolejne domy, w większości zamknięte na amen, niszczejące od opuszczenia albo od trujących gazów w powietrzu.

– Rezygnacja nie jest wartością – powiedziała matka. – Trzeba walczyć o to, czego się w tym życiu chce.

– Powiedz mi, mamo, czemu wciąż tu siedzisz?

Ogrodowe rękawice leżały na stoliku i kojarzyły mi się z odciętymi dłońmi olbrzyma.

– O to samo pytam ciebie. Co chcesz udowodnić, dziecko? Ile się musiałaś nacierpieć, że już cię nie obchodzi nawet własne życie?

– Max nie ma z tym nic wspólnego.

– Co ty o nim wiesz? Powiedz. Możesz mi zaufać.

– Nic. Nic nie wiem.

– Zrobiłaś, co mogłaś – zawyrokowała. – Ale to małżeństwo było przeklęte.

– Co za słowo… A pamiętasz, kto je od początku przeklął?

Spuściła wzrok gdzieś między swoje stopy i chwyciła się za głowę, wspierając łokcie o metalowy brzeg szklanego stolika. Loki opadły jej do przodu, zasłaniając twarz. „Już nie mogę – usłyszałam. – Przysięgam, że już nie mogę”. Przygotowałam się na coś zjadliwego, coś wymierzonego prosto w sedno mojej osobowości, ale tym razem nic nie powiedziała. Zastygła w tej pozycji, ukazując mi siwe odrosty na czubku głowy. Było tak, jakbyśmy mówiły w różnych językach i jakby żadna z nas nie zamierzała się uczyć języka drugiej. Spędziłam całe życie, analizując jej gesty, interpretując to, co brałam za tajemne sygnały. ”

Interior. Epidemia. Skażenie. Panika. Zainfekowani ludzie z popękanym naskórkiem, obłażący ze skóry, do żywego mięsa. Konieczność izolacji i kwarantanna. Transport sanitarny. Patrole zabierające ludzi z ulicy i zapobiegające ich samobójstwu. Świat po ewakuacji. Ciągłe narażanie się. Zamknięte i opuszczone domy. Niedobory prądu. Brak wody i tabletek do jej uzdatniania. Migracja ptaków. Zatrute wody rzek. Mgła stojąca na źródłach, spowijająca krajobraz. Mgła – rewers czerwonego wiatru. Czerwony wiatr pozbawiający ludzi skóry. Wilgoć osiadająca na twarzach. Bezustanny smród, nadymająca się rzeka i zabarwiona przez algi piana. Narodowa przetwórnia żywności i fabryka produkcji tłuszczu. Mięsna papka. Tłusty róż. Zapasy pożywienia i czarny rynek. Głód. Ucieczka i rozpad relacji. Obraz świata w obliczu klęski, jaką jest epidemia. 

W centrum tej klaustrofobicznej scenerii stoi zbliżająca się do czterdziestki kobieta, która zostaje, choć wszyscy inni chcą uciekać. Dlaczego zostaje? Zaoszczędziła przecież wystarczająco dużo pieniędzy, aby wyjechać: „Już miałam pieniądze na wyjazd. Miałam więcej, niż mógł mieć ktokolwiek w porcie. Miałam tyle, że mogłabym robić kanapki z banknotów, karmić Maura papierową sałatą.” 

Z pozoru nie istnieje nic, co mogłoby ją zatrzymać w opuszczonym porcie… a jednak przyznaje, że: „nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie gdzie indziej.”

Jej małżeństwo się rozpadło. Jej były mąż, Max, jest zakażony. To pacjent, który cudem przeszedł z oddziału strefy krytycznej do tego rokującego dłuższą szansę przetrwania – dla przewlekle chorych. Znajduje się pod opieką lekarzy. Dla maksymalnie 30 minut która równa się jednorazowej wizycie w szpitalnej sali 1024, ta kobieta zostaje. Ten czas, który może spędzić u boku cierpiącego, jest jednym z powodów, dla których nie podejmuje decyzji o opuszczeniu portu. Jest świadoma, co oznaczało, iż Max nie przejął się wiatrem i wyszedł z domu mimo, iż był ostrzeżony wyciem syren. „Matka widziała w Maksie tchórza, który uciekł od życia, bo nie potrafił stawić mu czoła. Jej zdaniem, powinnam odciąć się od niego grubą kreską, zostawić go w tej niepożądanej i godnej zapomnienia sferze, jaką jest przeszłość.” 

Bohaterka zostaje także ze względu na matkę. Być może nawet trochę łudząc się, że relacja z gruntu toksyczna jest w stanie zmienić się na lepsze: „Epidemia nas pogodziła. Do niedawna z trudem wytrzymywałyśmy dłużej niż pięć minut w tym samym miejscu. Te jej pytania z drugim dnem, te pełne dobrych chęci kampanie na rzecz pokierowania moim życiem. Nie można tak bardzo pragnąć dobra innych: to straszne, wręcz agresywne.”

Zostaje, bo będąc bezdzietną, czuje potrzebę otoczenia opieką Maura, chłopca zażerającego się na śmierć, pochłaniającego wszystko, co dostanie się w jego ręce. Odczuwającego chorobliwy, nieustanny głód, którego nic nie jest w stanie zaspokoić. Chłopca otyłego, wpadającego w histerię, jeśli jego potrzeba  jedzenia nie jest stale zaspokajana. Bohaterka przyznaje: „w obecności Maura jadłam niewiele. Jedzenie, kiedy ciało mnie o to prosiło, stało się obcym wymysłem, odruchem, na który zobojętniałam. Musiałam zapomnieć o swoich potrzebach, zsynchronizować swój głód z głodem Maura, ograniczyć się do przełykania czegoś w pośpiechu, gdy on spał, żeby uniknąć kolejnej histerii. Takie tam sztuczki, strategie, które wraz z upływem miesięcy stopniowo sobie przyswoiłam.”

Opieka nad Maurem przynosi dochód, który stanowi przepustkę do lepszej egzystencji w bezpiecznej strefie. Tylko decyzja o wyjeździe jest wciąż odkładana. Bohaterka wręcz z premedytacją okłamuje matkę, iż do zgromadzenia wystarczającej kwoty wciąż potrzebuje kilku dodatkowych miesięcy. 

„Tłusty róż” to historia o wyborach, jakie podejmujemy pomimo odczuwanego strachu. Determinacji i odpowiedzialności, na którą jesteśmy gotowi dla podtrzymania relacji trudnych i odbijających się negatywnie na naszym życiu. Ale wciąż ważnych, stanowiących iskrę, której możemy się uczepić i być może nawet starać się ocalić.

Czytając powieść Fernandy Trías, podążałam tropem decyzji głównej bohaterki, śledziłam jej reakcje i próbowałam zrozumieć tok zdarzeń, które rozgrywały się wokół niej. Jednocześnie mimowolnie szukałam odbicia tych doświadczeń w czasie niedawnej pandemii – w niepokoju o siebie i najbliższych, w poczuciu odizolowania i w pytaniach o sens codziennych wyborów. I choć mogłoby się wydawać, że dziś żyjemy już w bezpieczniejszym świecie, wolnym od niepokojów, to czy aby na pewno tak jest?  Czy dzisiejszy świat jest wolny od zagrożeń? Niestety nie. I choć w swoich rozważaniach wolałabym nie wychodzić poza czysto literacką warstwę powieści, to porównania nasuwają się same. Klimat się zmienia, konflikty zbrojne przybierają na sile, technologia ingeruje w nasze życie bardziej, niż jesteśmy w stanie pojąć. To wszystko sprawia, że lektura tej powieści nie jest dla mnie jedynie literackim doświadczeniem – staje się wezwaniem do refleksji, próbą zmierzenia się z własnym lękiem i świadomością gwałtownie zmieniającego się życia i jego realiów. Myślę, że taki był cel autorki: aby czytelnik poczuł niepokój, który prowadzi do zadania trudnych pytań. Ja je miałam – i wciąż mam.

„Tłusty róż” wpisuje się w szeroki nurt literatury dystopijnej, obok takich dzieł jak na przykład „Miasto ślepców” José Saramago, „Droga” Cormaca McCarthy’ego czy „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood. Powyższe powieści łączy motyw kryzysu, który nagle obnaża słabość ludzkich więzi i struktur społecznych, a zarazem zmusza bohaterów do redefinicji tego, czym jest człowieczeństwo. Niezależnie od tego, czy źródłem zagrożenia jest zaraza, katastrofa ekologiczna czy reżim polityczny, sednem pozostaje pytanie: co ocalimy, gdy wszystko wokół się rozpada? Te książki pokazują, że w czasach granicznych nie przetrwa technologia ani ideologia – ocaleje tylko to, co najprostsze: więź z drugim człowiekiem, zdolność do współczucia, pamięć o tym, co było dobre.

Korzystając z okazji pragnę zachwycić się literackimi pozycjami publikowanymi przez Wydawnictwo Pauza. Wydawczyni i założycielka Wydawnictwa Pauza – Anita Musioł, to prawdziwie zaangażowana siła twórcza, stojąca za każdą opublikowaną pod tym szyldem książką. Miałam ogromną przyjemność posłuchać pani Anity, wespół z panią Karoliną Bednarz (Wydawnictwo Tajfuny) podczas szczerej rozmowy o rynku wydawniczym w Polsce, z Michałem Nogasiem na tegorocznym Festiwalu słowa im. Jerzego Pilcha Granatowe Góry w Wiśle. Świadomość ogromu pracy, jaki samodzielnie wykonuje pani Anita jest naprawdę niesamowita. Jej wszechstronne umiejętności oraz tempo pracy –  godne podziwu, a dokonywane decyzje wydawnicze są świadectwem niezwykłej znajomości literatury popartej bezkompromisową intuicją wobec tego, co w beletrystyce najlepsze!

„Wydawnictwo Pauza powstało jesienią 2017 roku na Saskiej Kępie w Warszawie. Zrodziło się z pasji – do czytania i dobrej prozy zagranicznej. Pauza specjalizuje się w literaturze z wyższej półki,która wciąga, pochłania, wywołuje emocje.

„Tłusty róż” to osiemdziesiąta ósma książka Wydawnictwa Pauza.”

Szczerze polecam!


Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.