„Ślimaki i śnieg”, Agneta Pleijel


„Wcześnie rano idę leśną ścieżką po gazetę. W powietrzu błogi spokój i cisza. Po deszczu w nocy aż gęsto od ślimaków. Występują w wielu gatunkach, ślinik wielki, pomrów żółtawy, pomrów wielki, ślinik luzytański i rozmaite z muszlami. Niektóre z nich to obojnaki, zapładniają się same.

Odbywa się to pod koniec lata. Nowo narodzone zimują.

Wysuwane czułki ślimaków to swojego rodzaju oczy. Poza tym całe ciało to noga. Trudno sobie wyobrazić, jak ślimaki doświadczają świata. Ale postrzegają i czują.

Piszę o tej, która nie jest mną, ale z którą dzielę wspomnienia. Kiedy dziecko zaczyna pamiętać, myśleć i łączyć fakty? Czy dorosły jest już jakoś obecny w dziecku? Jak odbywa się dorastanie? Jakie granice trzeba przekroczyć? Kiedy wiadomo, że jest się dorosłym? Ośmielam nie twierdzić, że nigdy.

Nie należy ufać wspomnieniom, zmieniają się w ciągu życia. Im człowiek starszy, tym bardziej miesza lata, dni i zdarzenia. Trudno mieć klarowny obraz siebie i świata.”

Jakaś sentymentalna nuta wkradła się ostatnio w moje czytelnicze wybory. Coraz częściej sięgam po książki autorów, do których mam szczególny stosunek – takich, którzy już kiedyś mnie poruszyli, zostawili w mojej pamięci ślad i do których wracam z ciekawością. Zastanawiam się, co jeszcze mogą mi zaoferować. Każda kolejna lektura to znajome głosy, rozpoznawalne tematy, a jednak za każdym razem przynoszące coś nowego, dojrzalszego.

Proza Agnety Pleijel towarzyszy mi w zasadzie od niedawna, ale od razu zrobiła ogromne wrażenie. Jej dwie pierwsze książki przeczytałam jedną po drugiej i była to wyśmienita lektura. Autorskie wyznania, prosty i klarowny język, jednoczesne przywoływanie wydarzeń z życia oraz wrażeń i skojarzeń, które się z nimi łączyły. Wątki autobiograficzne były polem do rozważań – osobistych, trudnych, czasem bolesnych, związanych z rozdrapywaniem ran i próbą spojrzenia na nie z dystansem. Niemal zawsze towarzyszyła temu chęć zrozumienia biegu wydarzeń, przyjrzenia się im na nowo, po upływie wielu lat.

Dlatego właśnie Wróżba, a potem Zapach mężczyzny sprawiły, że zaczęłam patrzeć na twórczość Pleijel nie tylko jak na literaturę, lecz także zapis osobistych poszukiwań, które w pewien sposób korespondują z moimi własnymi pytaniami i doświadczeniami. Kiedy pojawiła się kolejna książka autorki – Ślimaki i śnieg – wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę właśnie po nią.

Dla czytelników, którzy nie znają autorki, warto wspomnieć, że Agneta Pleijel urodziła się w 1940 roku w Sztokholmie. Jest szwedzką poetką, powieściopisarką, dramatopisarką i tłumaczką, a jej dorobek artystyczny jest ogromny – obejmuje wiersze, dramaty, tłumaczenia, a także pracę redakcyjną.

W swoich trzech książkach – Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, Zapach mężczyzny oraz Ślimaki i śnieg – buduje literacką ścieżkę, w której autobiografia splata się z refleksją nad tożsamością, pamięcią i miejscem kobiety w świecie. Dwie pierwsze pozycje to odsłony cyklu, w których pisarka bada młodość, relacje z rodziną, odkrywanie siebie i doświadczanie świata wszystkimi zmysłami. W Wróżbie śledzimy dorastanie głównej bohaterki i jej relacje z rodzicami, których rozstanie mocno odbija się na życiu dziewczynki. Zapach mężczyzny z kolei to opowieść o pierwszych miłościach, literackich inspiracjach i pragnieniu samorealizacji w świecie pełnym oczekiwań.

W Ślimakach i śniegu Pleijel sięga po trzecią część swojej autofikcyjnej trylogii. To opowieść, którą można czytać autonomicznie, ale dopiero w zestawieniu z poprzednimi tomami odsłania pełnię spojrzenia na życie autorki. Książka ta porusza wyjątkowo trudne tematy: poczucie niedoskonałości i bycie niewystarczającą; bolesne doświadczenie związane z naciskiem partnera na dokonanie aborcji (czemu się sprzeciwiła) a także jego obojętność i późniejsze zerwania. Autorka opisuje także opiekę nad chorym ojcem i napięte stosunki z jego drugą żoną, niełatwą relację z córką, a także dręczące ją poczucie winy – przekonanie, że nie była wystarczająco dobrą matką. W tle pojawiają się brak wiary w siebie, ciągłe wyrzuty sumienia i nieustanne poszukiwanie tego, co w życiu naprawdę ważne.

Najważniejszą relacją, jaka wybrzmiewa w książce, jest jednak ta z M. – polskim emigrantem, jedenaście lat młodszym, który pojawia się w życiu narratorki i wprowadza w nie dynamikę pozwalającą spojrzeć na własną historię z nowej perspektywy. To właśnie on, Maciej Zaremba-Bielawski – mąż Pleijel – staje się kluczową postacią tej opowieści. W Ślimakach i śniegu jego obecność nie jest tylko elementem biograficznym. To symbol mostu między kulturami, kontrapunkt, który pulsuje w narracji i pozwala ukazać, jak bliskie związki, miłość i codzienność wpływają na proces twórczy i budowanie własnej tożsamości.

Cenię Pleijel za jej otwartość, szczerość i gotowość do podejmowania tematów trudnych dla każdej kobiety: poczucie odrzucenia i samotności, konieczność sprostania obowiązkom często przekraczającym siły, opiekowanie się innymi, kiedy sama pozostaje niezaopiekowana. Pisarka w sytuacjach kryzysowych nie potrafi płakać – więc pije, pali, pisze i pracuje. Radzi sobie w życiu tak, jak potrafi. 

Co szczególnie mnie ujęło, to to, że swoje refleksje wzbogaca o odwołania do filozofii i psychologii – przywołuje Junga, rozmaite koncepcje dotyczące świata i naszego miejsca we wszechświecie. Nie brakuje także opowieści o jej podróży do Polski, o spotkaniu ze Zbigniewem Herbertem i o wspólnym z Maciejem tłumaczeniu jego wierszy. Zauroczona Polską, przemianami politycznymi i Solidarnością, postanawia uczyć się języka polskiego na sztokholmskim wydziale slawistyki. Szczególnie ceniła twórczość Bronisława Malinowskiego i Stanisława Ignacego Witkiewicza, interesowała się także życiem Róży Luksemburg i Aleksandry Kołłontaj. Jej fascynacja Polską jest staraniem zrozumienia kontekstu kulturowego różniącego się diametralnie od, tego skandynawskiego w jakim się wychowywała.

Dzięki tej warstwie – pamięci, związków, przynależności – Ślimaki i śnieg nie jest tylko kolejną książką o życiu artystki. To dojrzały i odważny głos, który stawia pytania o granice poznania, wierność sobie, o to, jak bardzo kształtuje nas historia rodzinna, emigracja i wybory podejmowane w cieniu miłości oraz własnego powołania.

O samej pisarce i jej mężu, Macieju Zarembie-Bielawskim, dowiedziałam się po raz pierwszy z książki Michała Nogasia „Z niejednej półki. Wywiady”. Wydawnictwo Agora w 2020 roku opublikowało zbiór 37 wywiadów przeprowadzonych przez pana redaktora z wybitnymi twórcami literatury współczesnej. Jeden z wywiadów zwrócił moją szczególną uwagę i przypomniał mi o innej parze pisarzy – Joan Didion i Johnie Gregorym Dunne’u – którzy również dzielili ze sobą nie tylko życie prywatne, ale i pracę literacką. Obie historie, skojarzyłam od razu. 

Polsko-szwedzki duet, A. Pleijel i M. Zaremba-Bielawski, jawi mi się jako para niezwykła. Twierdzenie, iż: „literatura jest najbardziej intymnym sposobem, by zrozumieć drugą osobę, bardziej intymnym niż dzielenie łóżka” mocno do mnie przemawia 🙂 Ich związek, choć niełatwy, pełen bólu i rozłąki, pozwolił im zaistnieć samodzielnie, ale także określić swoje cele, które zbiegały się nie tylko na literackiej ścieżce, ale także osobistej.

Po ukończeniu Ślimaków i śniegu wróciłam ponownie do rozmowy z książki „Z niejednej półki. Wywiady” i poczułam niezwykle silnie, że obydwa teksty – zapis wywiadu i intymna autobiografia Pleijel – wspaniale się uzupełniają. Razem tworzą pełniejszy obraz tej literackiej pary, w której życie prywatne i artystyczne splatają się nierozerwalnie, a wspólne realizacje i wzajemne inspirowanie się nadają ich twórczości wyjątkowej głębi. Wszystkich czytelników mających dostęp do pozycji Michała Nogasia gorąca zachęcam do zapoznania się z rozdziałem dotyczącym tej pary.

Serdecznie polecam przeczytanie wszystkich trzech części. Są pełne pytań i refleksji nad tym, w jaki sposób kształtuje się nasze życie. Jakich wyborów dokonujemy i dlaczego? Niezwykle mądra, pełna zadumy proza kobieca, która w szczery sposób mówi o nas samych, o miłości, o potrzebie kochania i bycia kochaną. O tym, jak sobie radzimy, gdy miłość odchodzi, o tym jak reagujemy gdy wraca. O tym, gdy musimy się nią dzielić z inną kobietą, o tym jakie to jest trudne i nieznośne. O budowaniu więzów i tworzeniu rodziny, czasem – z kompletnie niepasujących do siebie elementów. Genialnie prawdziwa i przemawiająca do czytelnika szczerością proza.

 


Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.