„Tylko durnie żyją do końca”, Zyta Rudzka


 

„Mam dobre życie, szczodre jak świński cyc. Ale nie będę się opowiadać. Żadnego nura w przeszłość. Wspomnienia to nie moja konkurencja. Nie startuję w tym.
Odwracam się tylko w czasie treningu. Salto do tyłu. Kilka obrotów w lekkim biegu. Ostra kobra – mocny wychył i głowa między nogi. Śruba w powietrzu przez głowę, ze skarpy do rzeki.”

 

Bez cienia wątpliwości – tytuł „Tylko durnie żyją do końca” intryguje i zachęca.

Okładka, aż prosi, by książkę wziąć do ręki, zerknąć na jeden krótki moment do środka, a potem – ustawić się w kolejce do kasy.

Kobiece ciało w stroju gimnastycznym uchwycone w tanecznym podskoku zatrzymuje ruch w kadrze. Szczupła sylwetka oraz umięśnione nogi wskazują – z jednej strony na lekkość i swobodę, z drugiej – siłę i dyscyplinę. Przyglądając się okładce nabieramy przekonania, iż gimnastyczka zgrabnie wyląduje na ustawionej poniżej równoważni. Że nie wpadnie do wody zaznaczonej schematyczną falą w kolorze petrol. A jeśli wpadnie – to wyłącznie dlatego, że taki właśnie ma zamiar! I tutaj nie ma przypadków. Są decyzje.

Przyrząd do gimnastyki zwany belką, nie dla każdego jest wdzięcznym narzędziem do pracy nad własnym ciałem. Do jego obłaskawienia wymagana jest niezwykła precyzja, równowaga a także wyjątkowe skupienie. Chodzenie, balansowanie, wykonywanie salt i obrotów – zapowiada się jak bardzo ciężka praca… Natomiast… W takich właśnie akrobacjach wspaniale odnajduje się Lida – główna bohaterka książki Zyty Rudzkiej. Jest nie tylko nauczycielką kultury fizycznej (ale czy aby na pewno „kultury”…?), ale także kobietą nieprzeciętną, w życiu podejmującą wyzwania, niemal tak samo jak w sporcie.

Lida przez życie idzie dokładnie tak, jak stąpa po równoważni.

Łączy siłę, precyzję i opanowanie kontrolując w ten sposób ciało i umysł. Lida decyzje podejmuje w skupieniu „wyłączając świat”. Nie tracąc równowagi i nie zwalniając tempa wykonuje ryzykowane obroty, piruety a nawet robi szpagaty. Z pewnością siebie, z wiarą, z niezachwianym przekonaniem, że na podłodze wyląduje cało i bez kontuzji. Żyje jak chce i z kim chce. Łamie konwenanse, nie szanuje tradycji pokazując, że można „inaczej”.

Prywatnie nie ma nic przeciwko życiu w trójkącie” z Rochem i Ziutem. Nie przejmuje się opiniami sąsiadów i świeci gołą pupą przed każdym pływaniem. A pływa codziennie…. Treningu sobie nie odpuści. Lida jest gibka, ekspresyjna, wysportowana. Bez trudu dźwiga nie tylko swój ponętny biust, ale także pamięć o zmarłej matce, o ojcu. Płacze i nie odmawia pochówku nawet świni zwanej Elvisem, która swoją obecnością w domu „miłosnego trójkąta” dopełniała wiejskiego klimatu. Lida się nie patyczkuje, nie rozdrabnia. Powie co myśli i za nic ma jak zostanie podsumowana.

Książka nie ma praktycznie żadnej fabuły. Mimo tego, czas poświęcony lekturze był czasem przemyśleń.

Najnowsza powieść Zyty Rudzkiej, podobnie jak „Ten się śmieje, kto za zęby” stanowi rzadko spotykany popis językowy. Tekst bardziej pracuje w nas poprzez zdania i słowo, niż fabularną opowieść. Uwagę zwracają – riposta i ironia. Obie – ostre, wręcz siarczyście pikatne. Język bawi. Zdania ograniczają się do niezbędnego minimum. Pozbawione są wszystkiego, co mogłoby zakłócić przekaz. Autorka zostawia samą esencję. Wykręca zdanie, niczym mokrą szmatę z nadmiaru zbędnych ozdobników. Nie są jej potrzebne. Ona wie, co chce przekazać i czyni to bez pardonu. Prosto i dosadnym wrażeniem. Jej sentencje zawsze trafiają do celu. Docierają bez ogródek do czytelnika komunikując mu zwięźle to, co miało być powiedziane. 

Jest krótko. Precyzyjnie. Zawsze w punkt.

Zdecydowanie – czytać!

 


Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.