„Białe noce”, Urszula Honek


          „Słońce chowa się tu pomału, to nie jest tak, że raz, dwa i od razu ciemno, wyciągniętej ręki nie widać. Na samym początku w szarówce znikają drzewa, potem dachy domów, okna, ludzie, a w końcu stojące na polach krowy. Świat robi się czerwony, jakby zajął go pożar. Człowiek trochę się tego boi, ale gdzieniegdzie prześwituje granat, który to wszystko próbuje ugasić, i od razu serce się mniej telepie. Każde lato u nas tak się zaczyna i kończy, chyba, że leje, to wtedy popielato, jakby ludzie wyciągnęli popiół z węglarek i rozpylili w powietrzu, tak to sobie od dziecka wyobrażałem.”

Przede wszystkim jest to nad wyraz estetycznie wydana książka. Niepozorna. Nie liczy wielu stron.
Trzymając ją w rękach miałam wrażenie, że jest to tomik poezji. I tak też się ją czytało.
Niespiesznym tempem, o całe niebo wolniej, niż zwykle czytam.
I pomimo swojego minimalistycznego wyglądu, książka jest nad wyraz bogata w treść. Potwierdza to tylko, że słowa mają niebywałą moc.
Niezwykle klimatyczna sceneria miejscowości w podnóża gór staje się tłem do zaprezentowania wyjątkowo autentycznych i wyrazistych postaci. Czytając byłam mocno przejęta losem Andrzeja, Heńka, Pilota, Hanny.
Być może książka nie ma jakiegoś wciągającego początku, wartkiej akcji i satysfakcjonującego zakończenia, ale chyba też nie zawsze musi mieć. Narracji niczego nie brakuje, wątki się rozwiązują, historie albo toczą się dalej, albo kończą czyimś zniknięciem, wyjazdem, śmiercią.
I jest coś szczególnego w tej powieści co wyróżnia ją spośród innych ostatnimi czasy przeze mnie czytanymi. Ton lub nastrój opowieści. Sposób postrzegania tego świata. Nietkniętego współczesnością, jakby zatrzymanego w miejscu. Prostego i pozbawionego tego cywilizacyjnego aspektu. Składającego się z prozaicznych czynności. Obrazów, których piękna nie odkryjemy. Takie oto miałam wrażenie czytając tą książkę. Tego mi trzeba było doświadczyć. Zatrzymania się.
 
W zasadzie już po kilku pierwszych stronach tych pięknych opowiadań wiedziałam, że pani Urszula Honek zostanie ze mną. Że po skończonej lekturze, odłożę na półkę to malutkie arcydzieło, bez zamiaru nadania mu „nowego życia” tj. przekazania komuś do przeczytania lub odsprzedania na jakimś książkowym portalu.
 
I przyznaję, że do tej pory jakoś niespecjalnie zwracałam na to uwagę, ale coraz bardziej cenię prozę wyrosłą z gruntu poezji. Autorka jest bowiem „panią od poezji”. Laureatką wielu prestiżowych nagród, odznaczaną wielokrotnie za swoją poetycką twórczość.

Czytajcie.


Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.