„Buszujący w zbożu”, J. D. Salinger


 

– Znasz tę piosenkę: „Jeśli złapie człek takiego, co buszuje w zbożu”? Chciałbym…
– Jeśli spotka człek takiego, co buszuje w zbożu”! – poprawiła mnie Pheobe. – To wiersz. Roberta Burnsa.
– Wiem, że to wiersz Roberta Burnsa.
Miała rację, smarkata. Rzeczywiście tak to leci: „Jeśli spotka człek takiego, co buszuje w zbożu”. Nie wiedziałem tego wtedy.
– Myślałem, że jest „złapie”: „Jeśli złapie człek takiego…” – powiedziałem. – W każdym razie wyobrażam sobie małe dzieci, które hasają na wielkim polu wśród łanów żyta. Tysiące dzieciaków, a w pobliżu nikogo – nikogo z dorosłych – oprócz mnie. A ja stoję na skraju jakiegoś strasznego urwiska. Moim zadaniem jest łapać każdego, kto zbliży się do przepaści – jeśli któreś z dzieciaków rozpędziłoby się, nie patrząc, dokąd biegnie, wtedy pojawiłbym się ja i łapałbym go, żeby gówniarz nie spadł. Tym zajmowałbym się przez cały dzień. Czuwałbym nad tymi dziećmi w zbożu. Wiem, że to głupie, ale tylko coś takiego chciałbym w życiu robić. To strasznie głupie, wiem. Czuwałbym nad tymi dziećmi w zbożu. Wiem, że to głupie, ale tylko coś takiego chciałbym w życiu robić.”

 

Zajęta, przede wszystkim czytaniem i całkowicie temu poświęcona, wciąż nie nadrabiam zaległości na blogu.
Może dzisiaj uda mi się jednak wystukać godny publikacji tekst?
 
Rok czytelniczy 2024 zaczęłam od wpadki, o czym zresztą już opowiedziałam, ale aktualnie jest coraz lepiej.
Uratowała mnie klasyka i przeczytana w ubiegłym tygodniu powieść Wiesława Myśliwskiego „Nagi sad”.
Ale dzisiaj nie o tym… Teraz o Buszującym w zbożu….  
 
Tytuł był mi znany od bardzo dawna, a jakoże nigdy nie miałam okazji wziąć i wczytać się w fabułę, w Nowym Roku obudziłam się z mocnym postanowieniem zmiany tego uwierającego mnie zaniedbania. I nie chodzi tylko o Buszującego, ale i o inne klasyczne, nurtujące mnie tytuły, Ulisses, David Copperfield, i wiele innych … Przecież ja to wszystko muszę nadrobić! Kiedy? Tylko kiedy?
 
Książka okazała się lekka, momentami zabawna i bardzo sprawnie się ją czytało. Nie uważam, że straciłam na nią czas (bo wiele takich opinii słyszałam). Szczerze mówiąc, chyba na tyle konsekwetnie marnotrawimy nasz czas, na wiele rozmaitych sposób, i wykonując wiele bezcelowych czynności, że to jedno popołudnie spędzone na lekturze, nie jest chyba aż tak strasznym nadużyciem?
Wywołująca sporo kontrowersji powieść J. D. Salingera, opublikowana po raz pierwszy w połowie ubiegłego wieku, dzisiaj chyba nie szokuje aż tak bardzo. To taka moja pierwsza uwaga. Patrząc z perspektywy osoby mającej +25 lat, powiedziałabym wręcz, że będzie być może nawet roczarowaniem, ponieważ jakiejś wielkiej emocjonalnej zawieruchy z całą pewnością, nie uczyni. Nie będzie trzęsienia ziemi w każdym razie…
Fabuła to opis trzech dni z życia studenta collegu, szesnastolatka który po oblaniu śródrocznych egzaminów i wydaleniu z prywatnej szkoły, kieruje się w rodzinne strony, aczkolwiek niekoniecznie z zamiarem niezwłocznego się tam udania. Troszkę czasu mu to bowiem zajmuje. Zmierza tam opłotkami z premedycją wręcz spowalnia ten moment, kiedy będzie musiał spojrzeć swym rodzicom w twarz i szczerze przyznać, że, niestety, ale znowu (bo to nie pierwszy raz…) został „wylany” ze szkoły (jego młodsza siostra jest pełna obaw i wciąż powtarza „Tata cię zabije”, „Tata cię zabije”…. ).
Podróż młodego człowieka obfituje w różne niespodziewane sytuacje, staje się przyczynkiem to zawiązania przelotnych znajomości, odbycia niecodzinnych rozmów, bycia świadkiem kilku, sporo mówiącym o życiu, sytuacji.
Główny bohater, Holden Caulfield, jest dla mnie takim ponad przeciętną, rozgarniętym młodym człowiekiem szukającym swego miejsca. Szczerym, bardzo autentycznym. Jest niezwykle reflesyjny. Dużo zauważa, myśli, przetwarza i co najważniejsze, rozumie dużo zależności. Niekoniecznie się z tym zgadza, a powiedziałabym, że wręcz nigdy się z nimi nie godzi. Może i za dużo ćmi papierosów i przeklina, i nadużywa alkoholu, ale w gruncie rzeczy – da się go lubić! Co tu dużo mówić – buntownik! Idzie pod prąd. I to najbardziej w nim cenię. Jakaś taką niezależność i mimo, iż jeszcze zbyt podszytą fantazją, chęć zadbania o sobie na swoich indywidualnych, prywatnych warunkach. 
 
Miałam tylko 3 dni na poznanie Holdena, i nie wiem jak potoczyło się jego życie, ale warianty są dwa: albo został pisarzem, albo …. buszuje w zbożu 🙂
 
Czytajcie książkę, czytajcie. 
 
,

Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.