
„(…) Michele uważał się za nie wiadomo kogo, a wystarczyło tylko znaleźć szew i pociągnąć, cha, cha, cha, zerwałam go, zerwałam jego nitkę i wymieszałam ją z nitką Alfonsa, męska materia w męskiej materii, to, co w dzień utkałam, w nocy się rozpruło, głowa zawsze znajdzie sposób. Ale to na nic, strach pozostaje, czai się w szparce między jedną normalną rzeczą a drugą. Czai się i czeka, zawsze to podejrzewałam, od dzisiaj zaś wiem już na pewno: nic się nie ostanie, Lenu, nawet tutaj, w brzuchu, wydaje się, że stworzonko przetrwa, ale nie. Pamiętasz, kiedy wyszłam za Stefana i chciałam na nowo stworzyć dzielnicę, same piękne rzeczy, bez dawnej brzydoty? Ile to trwało? Dobre uczucia są nietrwałe, mnie się miłość nie trzyma. Nie trzyma się mnie miłość do mężczyzny ani nawet do dzieci, robią się w niej dziury. Patrzysz przez rozdarcie i widzisz, jak mgławica dobrych intencji miesza się z tymi złymi. Gennaro wzbudza we mnie poczucie winy, to coś w moim brzuchu sprawia, że ciężar odpowiedzialności aż mnie boli, drapie. Miłość płynie z nienawiścią, a ja nie potrafię, nie potrafię się skupić na żadnej dobrej woli. Oliviero miała rację, jestem zła. Nie potrafię utrzymać nawet przyjaźni. Ty, Lenu, jesteś uprzejma, zawsze miałaś do mnie wiele cierpliwości. Ale dziś wieczorem zrozumiałam ostatecznie, że we wszystkim kryje się coś takiego ciepłego i słodkiego, co rozpuszcza powoli, co niszczy od środka, nawet bez trzęsienia ziemi. Dlatego proszę cię, jeśli czymś cię urażę, jeśli powiem coś niemiłego, ty zatkaj uszy, ja tego nie chcę, a jednak to robię. Proszę, proszę, nie zostawiaj mnie teraz, bo się zapadnę (…)”
Cykl neapolitański przedstawia historię przyjaźni dwóch kobiet, Eleny i Lili, na tle powojennego Neapolu, ukazując zarówno osobiste losy bohaterek, jak i przemiany społeczne oraz polityczne Włoch. Dla czytelników zainteresowanych historią, architekturą, a także zjawiskami przestępczości i przemocą Camorry w mieście w cieniu Wezuwiusza, lektura ta będzie prawdziwą ucztą. Dla tych, którzy nie są biegli, a nawet może i nie średnio zaawansowani w historii powojennych Włoch, to możliwe, że będzie sporo do doczytania na własną rękę.
Cykl odniósł światowy sukces – został przetłumaczony na dziesiątki języków i zaadaptowany na serial telewizyjny. Ferrante zdobyła m.in. The Man Booker International Prize (2016, nominacja za „Genialną przyjaciółkę”), a jej książki regularnie trafiają na listy bestsellerów „New York Timesa”. Anonimowość autorki tylko zwiększa zainteresowanie jej twórczością, czyniąc z Ferrante literackie zjawisko na skalę globalną.
Elena Ferrante to pseudonim, pod którym ukrywa się powieściopisarka lub powieściopisarz, która od początku swojej kariery literackiej pozostaje anonimowa. Jej prawdziwa tożsamość nie jest znana, co czyni ją jedną z najbardziej zagadkowych współczesnych autorek. Tej tajemniczej personie największą sławę przyniósł Cykl neapolitański („Genialna przyjaciółka”, „Historia nowego nazwiska”, „Historia ucieczki”, „Historia zaginionej dziewczynki”), wydawany w latach 2011–2014.
Najmocniejsze wrażenie, jakie pozostawia Cykl neapolitański, to skrupulatnie zarysowany, złożony portret przyjaźni dwóch kobiet. To jedna z najpełniejszych i najprawdziwszych analiz tego rodzaju więzi we współczesnej prozie, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Nie sposób przyrównać ją do jakiejkolwiek innej pozycji. Wskazać coś równie głębokiego graniczy z cudem. Ferrante ilustruje tę relację w najdrobniejszych szczegółach. I wrażenia czytelnika na temat tej relacji dalekie są od pozytywnych. Chciałoby się wierzyć, że ulegną one zmianie, wyjaśnią się stopniowo, ale niestety, nie. One przynoszą niepokój i to już od pierwszych zdań, od pierwszych szkolnych wydarzeń, utraty lalek, starć z chłopcami na podwórku. Pomiędzy dziewczynkami panuje nie tyle gorąca sympatia, ile raczej emocjonalne uzależnienie — mieszanka oddania i empatii oraz duszących, złowrogich uczuć. Relacja Eleny i Lili rozciąga się przez życie (dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały) i ujawnia ambiwalencję, którą dostrzec niezmiernie łatwo. Znajomość naprzemiennie brnie od wzajemnego poświęcenia i wsparcia po zazdrość, lekceważenie i bezlitosną rywalizację — także o wykształcenie, pozycję społeczną czy spełnienie w roli żony i matki. Brak otwartości w wyrażaniu swoich emocji, surowe milczenie i tylko sporadyczne przejawy bezgranicznej szczerości pomiędzy obiema kobietami, to zbyt mało, aby ta niebezpieczna znajomość, zyskała kiedykolwiek trwały grunt. To chyba bardziej przypomina chodzenie po ruchomych piaskach, w których można utknąć i przy wykonaniu nieprzemyślanych ruchów – pogrążyć się ostatecznie. Taki obraz relacji żywo koresponduje także z wizerunkiem dzielnicy, w jakiej dorastają dziewczynki. W identyczny sposób niebezpieczny i zdradliwy Neapol, wchłaniał w siebie swoich mieszkańców. Za błędy się płaciło. Poniżeniem, utratą życia, wyrugowaniem poza grono osób wpływowych, które znaczą społecznie i nadają się do wspólnych interesów. I nie ważne czy jest nimi prowadzenie sklepu z wędlinami, handel narkotykami, czy produkcja butów marki Cerullo.
Toksyczność tej więzi wycieńcza Elenę i wytwarza napięcie, którego nie da się zignorować; obserwuje ona Lilę z wybitną precyzją – jej wygląd, manierę bycia, sposób mówienia (używanie dialektu lub poprawnego włoskiego) i jej zasięg społeczny. Lina staje się przedmiotem nieustannej analizy i punktem odniesienia swojego własnego wizerunku. Mimo poczucia bycia gorszą, mniej utalentowaną, wyrazistą, Elena nie żyje życiem Lili. Ich priorytety są całkiem różne. Elena chcąc zyskać samodzielność dąży do zdobycia wykształcenia, natomiast Lena chcąc wyrwać się z ubóstwa – do niezależności materialnej i władzy. Elena zdając sobie sprawę z własnej odrębności, podąża własną ścieżką, ale nigdy nie tracąc Lili z widnokręgu.
Ferrante pisze bez upiększeń, z brutalną szczerością i siłą wyrazu, która wielokrotnie pozbawia czytelnika tchu. Opis nocy poślubnej Lili, przemoc wobec kobiet, uczonych od nocy poślubnej odpowiedniego „zachowania”, a także milczące przyzwolenie na przemoc domową, gwałt, uderzają swoją dosadnością.
Wszystkie cztery części potrafią maksymalnie skupić uwagę czytelnika. I gdyby nie konieczność pójścia do pracy (ale i potrzeba, bo jednak najbardziej lubię uczyć) spania i wykonywania jeszcze innych obowiązków, prawdopodobnie nie wypuściłabym serii z rąk i czytała od przysłowiowej „deski do deski”. Lektura była mocno angażująca, moja ciekawość nie słabła, nie opuściła mnie nawet na chwilkę, a znużenie nie dopadło nawet wtedy, gdy brałam do ręki kolejny tom i w duchu narzekałam, że znowu czeka mnie jakieś kolejne 600 stron…..
Każda z powieści Ferrante napisana jest językiem gęstym, precyzyjnym i pozbawionym manierycznych powtórzeń. Wątpię szczerze, aby na setkach stron tekstu zdarzyło się autorce chociaż kilka razy użyć tego samego słowa. Prawdziwa magia. Dialogi były w punkt, opisy bogate i niezwykle zajmujące. Kipiące od emocji, analiz. Tekst wyróżnia się dojrzałymi porównaniami i spójnością narracyjną, dzięki czemu nawet na przestrzeni całości nie ma wrażenia fabularnych przestojów ani przypadkowych rozwiązań. Choć zazwyczaj cenię prozę nasyconą metaforami i symbolami, które przenoszą mnie w kompletnie inne rejony świadomości, tutaj w pełni zaakceptowałam ich brak – autorka z premedytacją rezygnuje z ozdobników, koncentrując się na klarownym opowiadaniu historii i psychologicznej prawdzie postaci. Ubolewam jedynie, że nie został szerzej rozwinięty motyw „rozwarstwiania się”, który mógłby być zalążkiem wątku bliskiemu realizmowi magicznemu. Mógł poprowadzić czytelnika w rejony pogranicza rzeczywistości i fantazji. Autorka była dosłownie kilka razy „o krok”, aby to zrobić. Nie stało się tak jednak, więc zamiast lektury „pomiędzy wierszami”, otrzymałam równomiernie namnożone znaki graficzne, z których każde słowo czytałam z pełnym skupieniem – odsłaniało ono nowy aspekt bohaterów, ich zmienne twarzy i niejednoznaczne relacje.
Z pewnością ujęła mnie wielowymiarowość portretu Eleny – bohaterki, która nieustannie balansuje między własnymi aspiracjami a ograniczeniami, jakie nakłada na nią lokalne środowisko Neapolu, patriarchalne społeczeństwo. Nawet jej cudowny mąż Pietro, natychmiast po ślubie obarcza ją wszelkimi obowiązkami rodzicielskimi, pozbawiając czasu na kontynuację kariery literackiej. Odrzuca to, co wcześniej go w niej pociągało, imponowało, skupiając się na własnej pracy, zapominając, że on i Elena są sobie równi. Być może nie urodziła się „z nazwiskiem”, ale intelektualnie byli na tym samym poziomie. Towarzyszyłam jej w chwilach triumfu i w momentach zwątpienia, jakby jej doświadczenia były moimi własnymi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Ferrante, nadając swojej postaci własne imię i obdarzając ją podobną drogą zawodową – związaną z pisarstwem i pracą redakcyjną – dokonała aktu częściowej autobiografizacji. Ta zbieżność sprawia, że granica między autorką a bohaterką wydaje się świadomie zatarta, co potęguje wrażenie autentyczności i szczerości przekazu. Elena nie jawi się jedynie jako literacka kreacja, lecz jako alter ego Ferrante – ktoś, kto zmaga się z tymi samymi lękami, kompleksami i intelektualnymi ambicjami. W efekcie postać nabiera niezwykłej głębi psychologicznej i staje się nie tylko bohaterką powieści, lecz także symbolicznym głosem samej autorki.
Nie mam wątpliwości, że największe wrażenie wywarła na mnie rozbudowana, kobieca perspektywa, która stanowi o wyjątkowości prozy Ferrante. Autorka wnosi do literatury głos kobiet próbujących wywalczyć własną tożsamość w świecie zdominowanym przez męskie reguły. To doświadczenie, pełne autentyczności i sprzecznych emocji, silnie rezonuje zarówno z czytelniczkami, jak i czytelnikami. Szczególnie poruszały mnie sceny, w których Elena – zachwycona rozmowami z Nino o literaturze – wracała do domu, by w pośpiechu nadrabiać lektury i przygotowywać się do kolejnych spotkań. Potrzeba dorównywania mężczyźnie, współdzielenie jego zainteresowań, tylko dlatego, że były „jego” zainteresowaniami oburzała mnie, jak nic innego! Opanowane niemal na pamięć fragmenty jego artykułów miały uczynić ją równą w dyskusji, a jednocześnie podkreślały jej potrzebę nieustannego udowadniania własnej wartości – przyjaciółce, samej sobie, a nade wszystko mężczyźnie. Za tą pozorną pewnością siebie kryło się jednak głębokie poczucie niedostatku i potrzeba uznania, które w ostatecznym rozrachunku prowadziły do kompromisów raniących ją samą: rozpadu małżeństwa i życia w cieniu związku z żonatym mężczyzną. Proces odkrywania siebie, swoich autentycznych pragnień i granic, dokonuje się u Eleny stopniowo – wraz z doświadczeniami, które ją kształtują i z nauką, jaką z nich wyciąga.
Relacja Eleny i Nino była dla mnie szczególnie trudna emocjonalnie. Z jednej strony kibicowałam im, z drugiej – miałam świadomość, że prawdziwego szczęścia nie można budować na cudzym cierpieniu. Trudno odczuwać miłość, która wymaga usuwania z drogi innych osób: małżonków, dzieci, rodzin. Takie dążenie, choć podszyte namiętnością, nieuchronnie rodzi krzywdę. Dlatego w moim przekonaniu prawdziwa miłość to nie ta, która za wszelką cenę pragnie pełnego zespolenia, lecz ta, która potrafi odejść, by ocalić drugą osobę przed bólem, zazdrością i poczuciem zdrady. Odejście, wydaje mi się więc najbardziej dojrzałym aktem uczucia. Dlatego z taką intensywnością śledziłam rozwój tej relacji – chciałam wiedzieć, czy historia zakończy się spełnieniem marzenia o „życiu długo i szczęśliwie”, czy też dramatem wynikającym z niemożliwych do pogodzenia wyborów. Ostatecznie zakończenie nie pozostawiło złudzeń – i być może właśnie ta niejednoznaczność, ta gorycz i prawda życia sprawiły, że książka tak mocno we mnie zapadła.
Oczywiście polecam czytelniku tą wspaniałą podróż po kraju słońca i morza. Daj się uwieść tej oszałamiającej powieści.