„Lato marnotrawnych”, Barbara Kingsolver


 

„Było późne popołudnie, ściemniało się już po północnej stronie gór, gdzie rododendrony ciasno zarastały każdą szczelinę. W ich cieniu ziemia była gładka, niczym nieporośnięta. Za miesiąc rododendrony pokryje olbrzymia kula różowych kwiatów, jak bukiet panny młodej, jakby zbyt wykwintnych w tym dzikim lesie, w tych samotnych górach, ale na razie ich pąki są jeszcze uśpione. Teraz z wilgotnej ziemi przebijały się tylko psi ząb i inne dzikie wiosenne kwiaty, które muszą pospiesznie przeżyć swoją krótką egzystencję – od pierwszych ciepłych dni maja, kiedy poprzez nagie gałęzie przedzierają się promienie słońca, do czerwca, gdy poszycie leśne pogrąża się w cieniu. W dolinie u podnóża gór, gdzie znajdują się farmy, wiosna zaczyna się już w pierwszym tygodniu maja, ale tu, na wysokości 1200 metrów, dzikie kwiaty pojawiły się dopiero teraz. Główki tych pełnych nadziei kwiatów były tak napęczniałe, że słychać było, jak miażdżyli je pod stopami. Za kilka tygodni, kiedy drzewa gęsto pokryją się liśćmi, kwiaty zginą w ich cieniu. Wiosna stopniowo będzie posuwać się coraz wyżej, po drodze obudzi niedźwiedzie i w końcu wybuchnie jak płomień, który wchłoną ciemne iglaste lasy na szczytach gór Zebulon. Ale teraz wiosna jest najbardziej nienasycona. Wszędzie, gdzie spojrzeć, coś walczy o czas, o światło, o pocałunek pyłku (…)”

„Lato marnotrawnych” to subtelny, ekologiczny poemat o ludziach, przyrodzie i przemianach, jakie dokonują się nie tylko w świecie natury, ale także w bohaterach powieści.
Autorka umiejętnie splata losy trzech głównych postaci z górskim krajobrazem Appalachów. Dzięki temu przyroda staje się równorzędnym uczestnikiem wydarzeń, a nie jedynie ich tłem. Opisy świata naturalnego i jego żywiołów są nie tylko dopracowane w szczegółach, lecz także niezwykle plastyczne. Książka jest głęboko refleksyjna i ukazuje wyjątkową wrażliwość autorki na piękno otaczającego nas świata. Jej zrozumienie praw natury całkowicie mnie zaskoczyło i niezwykle zaimponowało.

Muszę przyznać, że ta harmonia i spokój były dla mnie tak kojące, iż momentami dialogi między bohaterami: parą starszych sąsiadów, Deanną i Eddiem, Lusą i Rickiem – wybijały mnie z tej subtelnej aury życia toczącego się jakby w tle, na granicy codzienności i tajemnicy. I dlatego dużo bardziej interesowało mnie wszystko to, co było przedmiotem rozważań pisarki o ekologii, niż losy fikcyjnych postaci.

Im bardziej zachwycały mnie te malarskie opisy, tym częściej zastanawiałam się, czy autorka przeprowadziła gruntowny research, przygotowując się do pisania powieści. Już teraz, po zapoznaniu się z jej życiorysem, wiem, że posiada stopień naukowy z biologii – to wiele mi wyjaśniło. Nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem charakterystyki tego tętniącego życiem krajobrazu. Z prawdziwą przyjemnością słuchałam opowieści pełnych sekretów gór i lasów, świata nieujarzmionej natury, nawet jeśli dotyczyło to rozmnażania kóz 🙂

Staram się jeszcze tylko rozwiązać zagadkę tytułu… Martwi mnie, że do tego nie doszłam, dlaczego „Lato marnotrawnych”? Przyznam, że w kontekście całego utworu wciąż pozostaje to dla mnie niejasne. Co prawda, B. Kingsolver wspomina syna Garnetta, (nieobecnego w fabule), który w młodości opuścił żonę i dwójkę dzieci i wyjechał odcinając się od rodziny, ale jak to się kształtuje na tle powieści? Czy mam czytać to poprzez pryzmat biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym? Dla ojca to bolesne wspomnienia, rozczarowanie i rana, która uczyniła go twardym i nieprzystępnym człowiekiem. Zamkniętym na odbudowanie więzi z synem, nawet na rozmowę o nim (Nannie).  Zastanawia mnie to wciąż czytelniku……

 


Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.