
„Opierał głowę o szybę, a pszczoła, którą połknął w dzieciństwie, krążyła w nim, głośniejsza niż zwykle. Wnętrze taksówki pachniało cytrynowym odświeżaczem i kawą. Na szorstkiej powierzchni kanapy poszukał palców Igi i splótł z nimi swoje. Słowa prezentera wymieszane z szumem kół na asfalcie. Druga w nocy.”
Kiedy milknie namiętność …
Po doskonałym „Korowodzie” Jakub Małecki powrócił z kolejną książką, która dowodzi jego niezwykłego wyczucia tematu. Okładka – pozbawiona fabularnego streszczenia a opatrzona tylko kilkoma hasłami: „granice, ciało, wszechświat, relacja, przyciąganie, odwaga, bliskość” – wystarczy wiernym czytelnikom autora. To proza, którą kupuje się „w ciemno”. Nie potrzebuje nachalnych rekomendacji ani nazwisk recenzentów. Okładka – zwielokrotnione kobiece profile z wyrazistymi burgundowymi ustami, jakby zachęcającymi do pocałunku – stanowią aluzję do wątku powieści. Wszak od pocałunku wszystko się zaczęło…
Najważniejszymi bohaterami powieści są Iga i Janek. Gdy ich poznajemy, są małżeństwem mieszkającym w centrum Warszawy. To bezdzietny duet żyjący w szybkim tempie – Iga pracuje w korporacji, Janek w firmie budowlanej. Czas wolny spędzają na przyjemnościach, podróżach i spotkaniach towarzyskich. Ich codzienność komplikuje się w momencie poznania innego małżeństwa, Mateusza i Weroniki. Zbliżenie, które zaczyna się od delikatnego pocałunku będącego elementem gry towarzyskiej, prowadzi do przekraczania kolejnych granic i nawiązania kontaktów cielesnych z nieswoimi partnerami…. Swingowanie doprowadza do kryzysu w obu związkach, które ostatecznie kończą się rozpadem relacji.
W tle tej historii poznajemy losy ojca Janka. Pan Paweł, mimo rozwodu, nie potrafi pogodzić się z utratą żony. Choć ona jest szczęśliwa u boku innego mężczyzny, on wciąż żyje przeszłością. Chęć ułożenia sobie życia prywatnego kończy się fiaskiem oraz rozgoryczeniem; poczuciem zdrady wobec przecież już nie swojej małżonki uniemożliwia mu bycie w związku z kimś innym. Przypadkowe spotkanie ex-żony rodzi niezwykle emocjonalne próby nawiązania kontaktu – Paweł potrafi godzinami czekać na parkingu, by tylko ją zobaczyć. To głębokie i niezwykle prawdziwe uczucie: kto z nas nie zna uczucia tęsknoty tak silnej, że gotowi jesteśmy rzucić wszystko, wystawić się na ośmieszenie i upokorzenie, czasem nawet krytykę i wrogość, by choć przez chwilę nasycić się widokiem ukochanej osoby? Dla pana Pawła to jedyne co mu pozostało – jest samotny, na emeryturze, a także dowiaduje się, że umiera na raka.
Z dwóch głównych wątków to właśnie historia pana Pawła wydała mi się bardziej przejmująca. Odnalazłam w niej większe podobieństwo do własnych doświadczeń, niż w losach swingujących małżeństw 🙂 Na szczęście z czasem relacje cielesne Mateusza, Weroniki, Igi i Janka ustępują miejsca ich analizie emocjonalnej…. i po swingowaniu nie ma już śladu … 🙂
Powieść kończy się dokładnie tak, jak przewidywałam – spokojnym, refleksyjnym akcentem. Każdy z bohaterów pielęgnuje swoją samotność, otula się nią i chroni i przed światem. Buduje własną tożsamość na własnych warunkach choć przy jednoczesnym podtrzymywaniu ciepłej i serdecznej przyjaźni. Każdy zaspokaja własne potrzeby bez przekraczania niebezpiecznych granic. Janek oddaje się pracy literackiej i publikuje swoją pierwszą (a potem kolejne…) powieść, Iga do końca prowadzi dziennik kawowy i nieustannie pozostaje w bliskim kontakcie z Jankiem, który, choć mimo, iż nie jest już jej partnerem, wciąż stanowi część jej życia. Ich relacja zmienia się – z namiętności w dojrzałe towarzyszenie sobie i wzajemne wsparcie. Wzajemne „bycie dla siebie” udaje im się dopiero wtedy, gdy już nie są małżeństwem. Gdy nim byli, na znalezienie tego porozumienia nie było przestrzeni.
Było w tej książce kilka takich motywów, które bardzo przypadły mi do gustu. Jak na przykład ten o Janku, który połknął w dzieciństwie pszczołę. Mimo upływu lat wciąż czuł jak krąży w jego ciele, daje o sobie znać w momentach niepokoju i zagrożenia. To niezwykle piękna metafora lęku – prosty, a zarazem oryginalny obraz, który wiele wnosi do opowieści. Podobnie przejmujący był motyw wspomnienia pierwszej, szkolnej miłości Janka – Igi. Jego absolutna pewność, że spotkał na swojej drodze „tą jedyną”. W pamięć zapada także historia pana Pawła i lisa, który niespodziewanie powstrzymał go przed obsesyjnym śledzeniem byłej żony. Każdy z tych epizodów miał w sobie coś wyjątkowego, co przypomina mi najlepsze cechy pisarza -subtelność, wrażliwość i umiejętność uchwycenia zdarzeń pozornie błahych, a tak naprawdę fundamentalnych dla odbioru całości utworu. Za te niuanse, niezwykle mocno pracujące w powieści, cenię autora najbardziej. Prowadzą mnie one do jego, moim zdaniem, najwspanialszej powieści – „Dygot”, którą dosłownie mogłabym czytać przynajmniej raz w roku i która wcale by mi się nie znudziła.
Nowością u autora były dla mnie natomiast wątki rozpoczynające powieść. Przyznam, że początkowo mocno mnie zaniepokoiły. Związki swingujących par – Igi z Mateuszem i Janka z Weroniką – nie należą do tematów, które do przemawiają. I albo jestem staroświecka, albo się starzeję (w zasadzie – oba stwierdzenia są w moim przypadku prawdziwe!), ale trudno było mi towarzyszyć bohaterom, gdy przekraczali kolejne granice intymności. Wiem, że bez tego elementu cała historia nie mogłaby się w pełni rozwinąć, i że obecnie jest to kulturowo i społecznie prawdziwe, ale dla mnie do przyjęcia tylko pod postacią literatury.
Na koniec muszę podkreślić jeszcze jedno: słuchanie audiobooka było dla mnie ogromną przyjemnością. Filip Kosior, Magdalena Cielecka i wybitny Krzysztof Gosztyła stworzyli fantastyczne trio, które wydobyło z tej powieści niezwykłe emocje.
Czytajcie, moi drodzy czytelnicy!