„Strupki”, Paulina Jóźwik


     „Na koniec, patrząc na to zamieranie, zaczęłam rozumieć, że człowiek istnieje, dopóki pamięta. Pozostaje sobą, dopóki potrafi kochać i wie, do kogo kieruje swoje uczucia. Zastanawiałam się, czy sama to jeszcze potrafię.
Nie ma nic gorszego niż to, że śmierć człowieka następuje dużo wcześniej, zanim umrze jego ciało. Tym była ta choroba. Śmierć każdego dnia. Kawałek po kawałku. Śmierć siedziała na wózku, w serdaku, grubych rajstopach i góralskich kapciach, i poruszała ledwo widoczną linią warg. Śmierć z rodzaju takich, co nie są jednorazowym wydarzeniem, ale rozciągają się na lata. Śmierć, która zawsze miała zwyczaj przynosić żałobę w prezencie, tym razem jakby pomyliła daty. Jakby zaszła pomyłka i wręczała go na długo przed tym, zanim ciało zostanie złożone do ziemi.
Myślałam o tym, na co babce były te wszystkie modlitwy, te pacierze, klękanie każdego wieczora i ranka. Na co te msze, roraty i litanie. Na co jej: „Jak Bóg da”. Na co to wszystko, skoro tak wygląda koniec.”
 
Tak naprawdę, fabuła tej książki nie jest jakoś niesamowicie rozbudowana i wielowątkowa.
Powiedziałabym wręcz, że, aby opowiedzieć tę historię, autorka ograniczyła się do niezbędnego minumum.
I przyniosło to niespodziewany efekt. Historia jest bowiem tak zwinnie i zgrabnie opowiedziana, że czytałam ją jak zaczarowana. Przepadłam z nosem w książce.
 
Młoda dziewczyna, Pola, po latach nieobecności wraca do rodzinnej wsi, na pogrzeb swojej babci Hanny. Staruszka wychowywała ją i jej siostrę Irkę, po tym, jak ich rodzice udali się do Niemiec w celach zarobkowych. Pola opuszcza swoje rodzinne strony, udając się na studia artystyczne i rozpoczyna pracę jako ilustratorka.
Pochówek staje się okazją do odnowienia relacji z mieszkańcami wsi oraz podróży emocjonalnej wgłąb swoich wspomnień o dzieciństwie, lat młodzieńczych, pierwszej miłości.
I to w dużym uproszczeniu byłoby tyle…. W przypadku powieści – aż tyle!
Dosyć istotne zdaje się, aby nadmienić, iż pamięć staruszki od wielu lat była stopniowo degradowana przez postępującą chorobę Alzheimera. Pogrążona w stanie nieprzytomności umysłu, przywoływała członków rodziny, którzy już odeszli, z którymi utraciła więź (brat Stefan). Konieczność opieki nad tracącą kontakt z rzeczywistością babcią, skłania jej najbliższych do smutnej refleksji „że istniejemy tak długo, dopóki pamiętamy.” Że nasze umieranie zaczyna się w momencie, gdy tracimy władze umysłowe.
 
Idąc tym tokiem myślenia, powiedziałabym, iż pierwszoplanowym bohaterem tej pozycji są właśnie wspomnieniania. Retrospekcje, mające na celu zrozumienie przeszłości. Dowiedzenie się prawdy o swoich korzeniach tj. losach rodziców, babek, ciotek.  Wskrzeszanie tych historii (niejednoktotnie bolesnych), aby z wielu perspektyw dotrzeć, do wiarygodności zdarzeń oraz relacji rodzinnych. Historie te są opowiedziane różnymi głosami (Pola, jej siostra Irka, ciocia Pelka, babcia Hanna, ksiądz Roman) i o odmiennym zabarwieniu emocjalnym. Zanurzenie w świecie przeszłości, skutkuje rozpamiętywaniem oraz rozdrapywaniem ran. Czasem nie do końca zabliźnionych, a czasem takich, z jakimi bohaterowie zdążyli się już, przynajmniej powierzchownie, pogodzić.
A tytułowe strupki są dla mnie czymś co ułatwia, może nawet przyspiesza, proces gojenia. Strupek ochrania skaleczoną powierzchnię, tak, aby nie został ślad, blizna. Ta symbolika przekłada się w książce na uspokojenie wewnętrznych niepokojów, ubolewania nad swoim losem – niespełnioną miłością czy zawiedzionymi nadziejami. 
Książka jest debiutem Pauliny Jóźwik. Niezmiernie cieszą mnie takie udane debiuty, dlatego też polecam bardzo gorąco. Udanej lektury!

Dodaj komentarz

tak sobie czytam
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.